Facebook

Z powrotem w Delhi

By on 23 Kwi 2012 in Indie 2012 | 0 comments

Z Jaisalmer do Delhi trzeba przejechać 921 km koleją indyjską – podróż wg rozkładu trwa 18h. Zrezygnowałyśmy z klasy wyższej, klimatyzowanej na rzecz poznanej już sleepers ( wiatraki, jeden wspólny wagon z „półprzedziałami”, kraty w oknach itd.). Z początku jechało nam się b. komfortowo w towarzystwie Induskiego staruszka, który delikatnie pokazał nam kolejną różnicę między naszymi kulturami.

Po tym jak wpatrzona w książkę wyjadłam połowę opakowania herbatników, dziadek wyjął swoje ciasteczka i zaczął nimi  częstować i mnie i Ivette – jako najbliższych współpasażerów. W mig pojęłam swoje małe faux-pas i podzieliłam się też swoimi herbatnikami:D. Jedzeniem należy się dzielić.

Pociąg zatrzymywał się na wielu stacjach, rotacja pasażerów była ogromna, mimo to ich głośne dyskusje pozwoliły nam drzemać na naszych „upper” miejscach do leżenia tuż pod sufitem.
Im bliżej stolicy tym więcej ludzi – do Old Delhi dotarłyśmy już w ogromnym ścisku.

Zanim zaczniemy się pakować w podróż powrotną do domu,  dzielę się poniżej kilkoma spostrzeżeniami z obserwacji życia codziennego Indusów:

W tak dużym i zatłoczonym mieście upał jest bardzo odczuwalny. Chwilę wytchnienia można znaleźć w klimatyzowanym, czystym (!) metrze. Na każdej stacji metra obowiązuje zakaz plucia („no spitting”) pod groźbą kary 200 rupii. Po obserwacji różnych zachowań mieszkańców rozumiem dlaczego taki zakaz musiał zostać wprowadzony :-).

Dosyć uciążliwe jest kupowanie za każdym razem żetonów na przejazd metrem – począwszy od kolejek do kas, po dosyć niezrozumiały dla nas system dlaczego za każdy przejazd płacimy różne kwoty. Po różnych próbach i pomyłkach mniemam, że cena żetonu zależy od długości przystanków na trasie, przesiadek itp. Ponadto każdy identyczny, plastykowy żeton przy zakupie dostaje „zakodowaną” informację o trasie przejazdu.

Przy każdym wejściu na stacje metra, na dworce kolejowe i do większych zabytków jest kontrola policyjna bagażu i osobista pod kątem wnoszenia mat. wybuchowych (?). Dla kobiet osobne przejście. Można również spotkać osobne wagony dla kobiet.

Ze względu na zakaz plucia w Taj Mahal, Ivette skonfiskowano gumę do żucia… :D.

Tak jak u nas popularne są kremy brązujące, tak tutaj większość kosmetyków reklamuje się, że posiada właściwości wybielające i najczęściej jeszcze ochronę przed promieniowaniem UV (np. mleczko do ciała Nivea, balsam do ust).

Starsi ludzie mają tendencję do farbowania swojej siwizny brązową henną – w efekcie otrzymują fryzury o żywym, rudym kolorze. Ciężko ich nie zauważyć ;-).

Na ulicy można się wyspać, załatwić, zjeść, napić, ubrać, ogolić i uczesać. Nasz hit to fryzjer uliczny z lusterkiem przytw. do muru.

Dopiero na koniec naszej wyprawy skłoniłyśmy się do skorzystania z rikszy rowerowej. Nadal budzi w nas mieszane uczucia i żal, że niektórzy muszą w ten sposób zarabiać. Oczywiście jest to tutaj bardzo popularny środek transportu. Ponoć w regionie „małego Tybetu” oferują swoje usługi chłopcy noszący ludzi w koszach na plecach…

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *