Facebook

Smak(-i) życia ;-)

By on 2 Wrz 2013 in Pozostałe | 2 comments

Podróże zostawiają w pamięci nie tylko wspomnienia pięknych miejsc, poznanych ludzi…choć ich urok jest niezaprzeczalny.

Jeśli tylko nie boimy się eksperymentować… ruszajmy śmiało w świat smaków, kolorów i zapachów… dla mnie nie ma nic przyjemniejszego po powrocie niż poszukiwania i próba odtworzenia tego magicznego świata choćby na chwilę na talerzu we własnym zaciszu domowym.

Kolorowy zawrót głowy…rozświetlony, uginający się pod ciężarem  straganów pełnych jedzenia plac  Jamaa El Fna w Marakeszu….zupa harira, różne odmiany tajin, słodycze ociekające miodem, świeżo wyciskany sok pomarańczowy, caffe au lait w małych szklaneczkach albo jeszcze lepiej herbata miętowa mocno słodka …Dla  turystów dostępna wersja bez cukru ale dla mnie to już nie to samo :-D.

Indyjskie pierożki na ostro –  samosy – zjadane z wielkim smakiem zarówno na bazarze w okolicy meczetu  Jama Masjid w Starym Delhi jak i rozklekotanym autobusie mknącym z  Mombasy do Moshi w Tanzanii.

Wszelkiego rodzaju pączki świeżo smażone na ulicznych straganach w Mauretanii, Mali czy serwowane na śniadanie przez Mamę Kadzo w kenijskim Kaloleni.

Niezapomniany omlette  espagnole przyrządzany przez gwinejską kucharkę Nene na misji w Nouadhibou.

Hinduskie placki chapatti – smażone również w krajach Afryki Wschodniej.

Kuskus z gotowanymi warzywami i gołębiem zaserwowany w Fezie.

Kuskus z warzywami i baraniną (lub mięsem kozim) po mauretańsku czyli bez dodatku przypraw – wersja hardcore.

Mleko wielbłądzie pite wspólnie z nomadami z aluminiowej miski.. niekoniecznie rozsądne.

Mega śmierdzące mniejsze i większe rybki (już przy kupnie) przyrządzane w Angoli czy Senegalu.

Dużo smaczniejsza ryba, własnoręcznie wyłowiona, upieczona  nad ogniskiem w mauretańskim  parku Banc D’Arguin.

Humus.

Indyjski ser paneer w każdej odsłonie, choć wersja  palak (w szpinaku) rządzi.

Oliwki po turecku – w słonej zalewie oliwnej.

Mango – moja miłość od drugiego wejrzenia.

Lista jest długa, wspomnień wiele, nie będę się rozwodzić nad pysznościami kuchni śródziemnomorskiej.

Jak dobrze, że smaki się zmieniają  i  mój kulinarny  świat wciąż się rozrasta (dobrze, że ja nie aż  tak szybko 😉 ).

W mojej kuchni pojawiły się kurkuma, kumin, imbir, świeżo mielone curry, kolendra, gałka muszkatołowa, arabskie mieszanki przypraw wszelakich. Nie może zabraknąć czosnku.

Całkiem niedawno skosztowałam po raz pierwszy ślimaków i sushi.

A już za miesiąc – Inshallah  –  ponownie będę zajadać się marokańskimi specjałami :-).

Nie mogę się doczekać.

[nggallery id=18]

2 Comments

  1. MW

    12 października 2013

    Post a Reply

    hey,z zainteresowaniem czytam Twojego bloga,właśnie wybieram się do Mauretanii do pracy,ufff………,ostatni rok praca w Moskwie teraz Mauretania,hehehe……..,najbardziej mnie martwi czy będę miał łączność z krajem,może jakaś dokładniejsza podpowiedź jak ten problem rozwiązać
    pzdr…..

    • Ewa Piekarska

      15 października 2013

      Post a Reply

      Ostatnio byłam tam dwa lata temu i wtedy jeszcze roaming polskich sieci nie działał.
      Można kupić numer lokalnej sieci i w ten sposób komunikować się najlepiej za pomocą sms’ów. Ja korzystałam ze Skype’a jak tylko byłam w zasięgu sieci wifi i nie wiało za bardzo(na misjach, w restauracjach dla turystów). Mauretania mimo wszystko się rozwija więc myślę, że powinna już być dostępna możliwość zakupu mobilnego internetu (w krajach Afryki Równikowej nie ma z tym problemu).
      Na samym południu kraju (Rosso) telefon łapał Orange z Senegalu i wtedy korzystałam z roamingu.
      Serdecznie pozdrawiam.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *