Facebook

Już nie – blondynka – w Mauretanii

By on 7 Lis 2011 in 2011 Mauretania | 2 comments

Nouakchott /06.11.2011r./

I stało się. Po dwóch latach przerwy znowu jestem w Mauretanii. Po dosyć nerwowym oczekiwaniu na wizę (finalnie dostaliśmy ją na dzień przed wyjazdem – tu wielkie podziękowania dla Mateusza), parunastu godzinach spędzonych w autobusie do Frankfurtu, locie do Casablanki a następnie do Nouakchott – wylądowaliśmy w stolicy tego pustynnego kraju. Na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło – tradycyjny spacerek z samolotu do terminalu, wypełnianie karteczek, odstanie w kolejce do wbicia pieczątki na wizie. Tym razem nie było „trzepania” i wymuszania pieniędzy w specjalnych kabinkach osłoniętych kotarami – ponoć tylko dlatego, że było to lot RAM (Royal Air Maroc). Bagaże także dotarły w całości i tym razem czekał na nas Viktor    ( :-)), który niezwłocznie zabrał nas na teren Misji Katolickiej.

Na miejscu skromnie ale wystarczająco wyposażony pokój: łazienka z bieżącą wodą, łóżko, moskitiera, wiatrak – czego chcieć więcej?

Jak się okazało, następnego dnia obchodzono święto Biskupa Diecezji Nouakchott i w związku z tym zostaliśmy zaproszeni do wzięcia udziału w afrykańskiej francuskojęzycznej Mszy Św. oraz uroczystym obiedzie, na którym zgromadzili się wszyscy współpracownicy Misji.

Popołudnie spędziliśmy leniwie – aklimatyzując się (gorąco!) i nawiązując połączenie ze światem (jak już udało się uzyskać tajne hasło do wi-fi). Mauretania jest jednym z nielicznych krajów, z którym polskie sieci nie mają podpisanych umów i o roamingu można zapomnieć.

Następnego dnia wykorzystując pomoc brata Bartka (Polaka pracującego na Misji w Atarze) po licznych próbach udało się wymienić EUR na walutę obowiązującą tj, Ugiję, jak również udało się zdobyć bardziej i mniej niezbędne gadżety (m.in. łapkę na muchy / tu moskity / dla terminatora JJ, kadzidełka odstraszające zapachem nieproszonych gości, chusteczki /katar dalej zbiera żniwo/, kawę i inne napoje) a także karty Sim do sieci Chinguitel oraz Mattel.

Dzięki pomocy przyjaciół przeprowadziliśmy kilka testów, z których wynika, że z każdego z posiadanych numerów mauretańskich jesteśmy w stanie dodzwonić się na polskie nr tel. kom. wszystkich sieci, jesteśmy w stanie wysłać również sms’y. W drugą stronę wygląda podobnie, z tym, że wiadomości tekstowe mogą wysłać użytkownicy tylko T-Mobile i tylko na nr Mattel ;-).

Z zakupu modemów GSM póki co zrezygnowaliśmy. Jak na razie jesteśmy w zasięgu wi-fi, a perspektywa stania w dość długiej kolejce do salonu Chinguitel w atmosferze wielkiego chaosu w związku z wprowadzeniem przez tą sieć nowych telefonów i ogłoszeniem promocji w związku z islamskim świętem „Tabaski” – skutecznie nas zniechęciła.

Fête de la tabaskyto najważniejsze islamskie święto obchodzone przez 4 dni. Święto to upamiętnia oddanie Abrahama, który był gotów poświęcić swego syna Izaaka dla Boga. Podczas Eid al-Adha w ofierze składa się owce i kozy, które następnie przekazuje się biednym. Święto to rozpoczyna również Hajj, pielgrzymkę do Mekki. /źródło Google/

2 komentarze

  1. Łukasz Bosowski

    3 grudnia 2011

    Post a Reply

    To wspaniale, że piszesz tego bloga. Byłem w Mauretanii(Nouakshot, Shoum, Atar i spowrotem pociągiem) i bardzo chciałbym tam niedługo wrócić. Teraz mam dodatkową motywację. Nie miałem wcześniej pojęcia, że w Atarze są jakieś polskie akcenty 🙂
    Wszystkiego dobrego!

    • Ewa Piekarska

      8 grudnia 2011

      Post a Reply

      Wielkie dzięki! Całkiem niedawno poznaliśmy Polkę, która mieszka w Mauretanii od…28 lat, aktualnie tuż naprzeciwko Misji w Nouadhibou:-)
      A co do pociągu – 2 lata temu miałam tą przyjemność. Pozdrawiam serdecznie.

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *