Facebook

Dobro w cieniu Hemingway’a

By on 14 Gru 2014 in Pozostałe, Uganda | 0 comments

10 dni, tylko 10, na  rozgrzanej słońcem ugandyjskiej  ziemi.

Afryka dzika, Afryka równikowa, Afryka handlarzy żywym towarem w przeszłości. Kolorowy kontynent pełen konfliktów i podziałów a jednocześnie społeczeństw wielu wyznań religijnych, które potrafią jednak egzystować obok siebie.

Kakooge mnie nie zawiodło. Poczułam się jakbym wróciła do mojego drugiego domu.

Będąc po raz kolejny w tym samym miejscu patrzymy już inaczej, dostrzegamy inne szczegóły.

Tym razem dostrzegłam przede wszystkim DOBRO. Takie które do nas wraca z potężną siłą, powoduje ścisk w gardle, ogromne wzruszenie i łzy w oczach. Troska o pacjentów, troska o wolontariuszy, troska o rozwój health centre, troska o rozwój edukacji w regionie, o podjęcie właściwego leczenia.

Spędziłam te kilka dni w towarzystwie ludzi, którzy mimo natłoku swoich obowiązków mieli dla mnie czas, okazywali mi zainteresowanie, podsuwali co smaczniejsze kąski i wciągali w dyskusję. Jadłam posiłki niespiesznie i w dobrym towarzystwie.

Jacek, który za każdym razem otwierał mi i zamykał za mną drzwi do samochodu. Uśmiech na twarzy lokalnego personelu  i udzielanie odpowiedzi na moje liczne pytania. Szczególne podziękowania należą się Josephowi, Ronaldowi ,Mariam i kierowcy karetki Peterowi..

Również gościom, którzy przyjeżdżali do Kakooge. Tyle ciekawych historii dawno nie słyszałam.

Radość w oczach dzieci- sierot z Kakooge, radość i wdzięczność ludzi, którym udzieliliśmy pomocy.

Tak bardzo pragnę żebyśmy tam dalej działali, żeby ośrodek się rozwijał. Wszystko teraz  w rękach komisji konkursowej;-).

Wiem, że warto. Warto również wyrwać się znad papierów dot. projektu i ruszyć na spotkanie z drugim człowiekiem. Ujęła mnie ponownie praca o. franciszkanów na miejscu.

Chcę tam wracać, chcę pomagać, chcę również pokazać tym, których kocham to fascynujące miejsce.

To tylko kilka dni a ja wracam z poczuciem niespełnienia i z poczuciem tego, że chciałabym być lepszym człowiekiem.

Poznałam małżeństwo z Poznania, które w momencie przejścia na emeryturę postanowiło rzucić wszystko i wyjechać. Pracują od 8 lat jako wolontariusze w różnych  miejscach w Tanzanii, okazy zdrowia, zadowoleni z życia ludzie. Da się? Da się :-).

O. Marianie i o. Bogusławie, bez Was ten projekt i zmiany które nastąpiły w wyniku jego realizacji nie miałyby szansy zaistnieć.

Dziękuję Wam .

Śladami Hemingwaya ponownie odwiedziłam park narodowy Murchinson Falls. Zajrzałam lwicy głęboko w oczy. Była zaledwie 5m ode mnie, a ja na pace auta robiłam zdjęcia jej koleżance. Dla odmiany przewodnik z bronią był w środku. Nie mogłam spanikować.

Zwłaszcza po nieprzespanej nocy poprzedzającej spotkanie – hipopotam i „pumby” wcinały trawę koło domków, w których spaliśmy (Red Chili Camp). Aż się ściany trzęsły ;-).

Gdybym miała określić Afrykę jednym słowem to byłoby to PRZESTRZEŃ. Zachwycająca, zapierająca dech w piersiach a jednocześnie przytłaczająca.

Ponownie jestem wdzięczna, że nic mnie nie zaatakowało, nie przejechało i nie pogryzło oprócz kilku moskitów i much tse-tse.

Czekam na kolejną wizytę. Jest to pewnego rodzaju uzależnienie.

😀

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *